|
|
|
|
|
Eliott Carver: Przejedżmy się Safety Carem (5 sierpnia 2010) Ufff... na dworze gorąco, weekend minął dość wypoczynkowo. Znów chciałbym wrócić w tym artykule do tematu bezpieczeństwa. Nie będą nim crash testy, ale połączymy pożyteczne (bezpieczne) z czymś pięknym (motoryzacją). Wszystkim, którzy zasiadają na trybunach, lub przed telewizorami zawsze przyśpiesza bicie serca gdy widzą te piękne, lśniące maszyny na torach wyścigowych. Mi czasami jeszcze podobają się te modelki w kusych strojach z... parasolkami. Nad bezpieczeństwem uczestników wyścigu zawsze czuwa specjalny samochód, równie szybki ale pełniący rolę „tępiciela” wszystkich niepotrzebnych zachowań. Czas na mały przegląd – dziś Was zabiorę w świat kilku słynnych „Safety Carów” – tych skutecznych, i tych znanych z innej strony: CHEVROLET CRUZE
Na premierę tego samochodu udałem się tylko dla tego, że nikt w redakcji nie miał ochoty ani chęci na kontakt z tym czymś. Cruz w prostej linni to nic innego jak potomek Daewoo Lanosa. Amerykański kuzyn nie tak dawno temu, nadał swojemu upośledzonemu siostrzeńcowi z Korei swoje imię – ot tego czasu wszystkie Daewoo (oprócz tych oferowanych na rynek Koreański) – nazywają się Chevrolet. Co więcej koreański produkt (większość tych podrabianych Chevroletów ciągle produkowana jest w Korei) dostał cechy znane z innych modeli – przede wszystkim to podobno jest bardziej coupe niż sedan (chyba nigdy nie widzieli Calibry) a deska rozdzielcza inspirowana była tą w Corvett'cie – ale się marketingowcy postarali. Kokpit Cruz’a to jego najlepsza zaleta, śmiem twierdzić iż jest lepszy niż w obecnej Astrze – co więcej ma wiele wspólnych z nim elementów, co jak na auto klasy budżetowej dobrze mu rokuje. Nie chce się rozwodzić nad samym samochodem, jest raczej przeciętny (umówmy się) – co więcej jego kariera jako Safety Car nie trwała długo, w jednym z wyścigów WTCC zamiast zabezpieczać wyścig. Zwyczajnie wjechał pod nadjeżdżające BMW serii 3 – zapraszam na relacje z tego wydarzenia:
MERCEDES BENZ Mercedes to hiszpańskie imię żeńskie, oznaczające „łaskę”. Mercedes miała też na imię urodzona w 1889 roku Mercédes Jellinek, córka Emila Jellinka, austriackiego przedsiębiorcy mieszkającego w Baden pod Wiedniem i w Nicei. Jellinek, człowiek nowoczesny i zainteresowany sportem, był także wielkim entuzjastą postępu technicznego i samochodów. Był przekonany, że samochód zmieni świat. Już w roku 1897 udał się do Cannstatt i zamówił tam swój pierwszy samochód marki Daimler – pojazd z napędem pasowym i dwucylindrowym silnikiem o mocy 6 KM. Dziś Mercedes to jeden z potentatów sportowych; też jeden tych producentów, którzy mają wiodącą silę w reprezentowaniu „samochodów bezpieczeństwa”. Od ostatnich dwóch dekad, dostarcza bardzo szybkie maszyny, które wywołują nie mniej zachwytu niż same pojazdy startujące w zawodach.
Pokoleń już trochę było, ile z Nas marzyło o jednym z tych modeli:
Co drzemie pod maską widocznego SL’a 63 AMG, który do niedawna reprezentował zacny ród ? 6,3 litra w 8 cylindrach, z którego niemieccy inżynierowie wydobyli 525 Koni mechanicznych (to więcej niż w BMW M6). Szybka, 7 biegowa skrzynia sprawia że uśmiech i licznikowy wynik 100 km/h pojawia się po 4,4 sekundy. Na 19-calowych felgach znalazły się opony 285/30. To nie było ostatnie słowo, dziś Mercedesa reprezentuje model SLS AMG - niektórzy twierdzą że potwornie brzydki, ale nie sposób odmówić mu wigoru pod maską:
Z mechanicznego punktu widzenia, inżynierowie wiele zmieniać nie musieli. Już całkowicie seryjny SLS AMG doskonale nadaje się do roli wyścigowego stróża. Pod maską skrzydlatego Mercedesa drzemie przecież wysokoobrotowe V8 o mocy 571 KM oraz maksymalnym momencie obrotowym równym 650 Nm. Fabrycznie auto wyposażone jest także w dwu-sprzęgłową skrzynię biegów SPEEDSHIFT o siedmiu przełożeniach, sportowe zawieszenie oraz potężny układ hamulcowy. Na potrzeby stażu w Formule 1 zamontowano jednak... nową końcówkę układu wydechowego. Na dachu jest specjalna, aerodynamiczna belka z oświetleniem, a z przodu i z tyłu auta zamontowano kamery. Obraz z nich wyświetlany jest na monitorach umieszczonych wewnątrz pojazdu, dając załodze safety cara pełen obraz toczących się wokół wydarzeń.
NISSAN GT-R O Kur..... jak ja uwielbiam ten samochód, zawsze kiedy o nim wspominam dostaje gęsiej skórki. Choć profesjonalista powinnien trzymać nerwy na wodzy, to akurat w tym przypadku Bóg wybaczy - gdyby mógł, sam jeździłby GT-Rem. Ten samochód bardzo nawiązuje niektórymi detalami (kształty nadwozia, cztery tylne światła, wlot powietrza) do swoich poprzedników z 69, 73 czy 1999 r. XX wieku, ale to tylko symboliczne nawiązanie do bogatej, niemal 40-letniej historii marki, ponieważ GT-R nie jest już ekstremalnym sedanem, jak to było do tej pory. To zupełnie inna, samodzielna konstrukcja.
Do budowy najważniejszych elementów strukturalnych użyto zaawansowanych gatunków stali, włókna węglowego i ciśnieniowych odlewów aluminiowych. Popracowano także nad aerodynamiką. Współczynnik oporu powietrza samochodu wynosi Cx=0,27. Także specjalnie dla GT-R-a wykonano fotele, które przy zachowaniu minimum komfortu, zapewniają znakomite trzymanie boczne. Jak to bywa w dwudrzwiowych coupe, tylne siedzenia są okazjonalne i lepiej nadają się jako dodatkowe miejsce na bagaże, które nie zmieszczą się w 315-litrowym bagażniku. PROTON SATRIA NEO
No to teraz dla równowagi znów jakiś badziew. Proton to malezyjski producent samochodów, ich największe osiągnięcie jako producenta do tej pory; to chyba sprzedaż przez 25 lat kwadratowego Lancera z lat 80-tych. Proton jest w ogóle firmą, która większość swojej oferty zbudowała w oparciu o stare, albo bardzo stare Mitsubishi. Satria Neo to nie tylko śmieszna nazwa, ale też "bebechy" z 15-letniego Mitsubishi Colta. Satria Neo oferowana jest wyłącznie jako 3-drzwiowy hatchback. Model jest stosunkowo odważnie stylizowany. Sprzedaż prowadzona jest w Malezji, na dalekim wschodzie, w Irlandii, Wielkiej Brytanii oraz na Cyprze. Jako Safety Car używana jest przy każdych zawodach, głównie w Wielkiej Brytanii. Aż dziw bierze że nadąża.
A w praktyce? samochód bezpieczeństwa wyjeżdża na tor w przypadku nieoczekiwanych, niebezpiecznych zdarzeń na torze, na przykład wypadków czy drastycznych załamań pogody. Prędkość utrzymywana przez samochód bezpieczeństwa, choć niższa niż tempo wyścigowe, musi być i tak dość wysoka, by zapobiec nadmiernemu oziębieniu się opon pojazdów biorących udział w wyścigu. Dlatego też kierowcą samochodu bezpieczeństwa zawsze jest profesjonalny kierowca wyścigowy. Natomiast samochód bezpieczeństwa w wyścigach Formuły 1 wyposażony jest jeszcze w zielone i żółte światła. Jego pojawienie się na torze sygnalizowane jest przez obsługę toru żółtymi flagami oraz tablicą z napisem "SC". Początkowo samochód bezpieczeństwa ma włączone zielone światła, czym sygnalizuje, że bolid jadący za nim może go wyprzedzić. Gdy za samochodem bezpieczeństwa znajdzie się lider wyścigu, włączane są żółte światła, a wyprzedzanie samochodu bezpieczeństwa jest niedopuszczalne. W przypadku podjęcia przez dyrektora wyścigu decyzji o wznowieniu rywalizacji, światła samochodu bezpieczeństwa są wyłączane na kilka zakrętów przed zjazdem do alei serwisowej. Wzajemne wyprzedzanie się bolidów jest ponownie dopuszczone po przekroczeniu przez nie tzw. pierwszej linii samochodu bezpieczeństwa (miejsca zjazdu do alei serwisowej). Kończąc, sobie i Wszystkim Życzę żeby nigdy na swojej drodze nie spotkali Safety Cara, gdyż może to jedynie oznaczyć że wjechali przypadkiem na jakiś tor albo pomylili go z samochodem policji - obie sytuacje, wysoce niepożądane. Zapraszamy do wypowiedzenia się na forum dyskusyjnym Autor: Eliott Carver, foto: Internet
|
|
|||||
|
Copyright © 2006 Furious.pl - created by Projekty Graficzne |