|
|
|
|
|
Eliott Carver: "Motoryzacyjne Brzydule" (18 marzec '2010) Przy okazji święta kobiet, obchodzonego z taką euforią przez męską cześć populacji, pozwoliłem sobie na luźne skojarzenia związane z urodą kobiet i samochodów. Dziś troszeczkę zmieniam punkt widzenia (siedzenia), i w sposób bezpardonowy na warsztat biorę wszystkie te pseudo-piękności, które w świecie motoryzacji się zadomowiły i utwierdziły w przekonaniu już po latach debiutu rynkowego. Porozmawiajmy o ich wątpliwych atrybutach piękna. Stworzenie ładnego samochodu w dzisiejszych czasach nie jest trudne, choć zdarzają się wypadki trudne do zrozumienia jak np. niezbyt urodziwe BMW Z1 czy szydercze Volvo 340 GL. No to "pojadę" po tym wszystkim, co sprawia należyty wstręt... wiedząc że o gustach się nie dyskutuje, tylko się je ma... FORD SCORPIO (1994-1998)
Niewiele aut dokonało żywota tak smętnie, jak ostatni, bądź co bądź reprezentacyjny, model Forda na rynku europejskim - Scorpio. Produkcję odnowionej limuzyny rozpoczęto w 1994 roku, niemal w tym samym czasie Opel wprowadził do sprzedaży Omegę B. Odnowienie Scorpio bazowało mocno na tym pierwszym, znanym prawie 10 lat wcześniej - z zewnątrz nadwozie wyróżniało się wygładzonymi liniami i tylko sam zarys drzwi przypominał o "starym" Scorpio. Problem tego samochodu stanowił jego wygląd, uściślijmy... wygląd tylnej części nadwozia w wersji sedan. Przód wyposażono w owale (atrapa, reflektory) znane z innych modeli Forda z tych lat (Escort od 1995 r.) czy (Mondeo od 1996 r.). Opisywana tylna cześć nadwozia stanowiła chyba kompletny brak pomysłu na jej zdefiniowanie. Linnia świateł w kształcie paska świetlnego sprawiła że wizualnie tył Scorpio zrobił się przyciężki. Ten Ford, mimo zachwytów, które budził na początku, nie znajdował nabywców. W 1998 roku postanowiono zaprzestać produkcji aut, a o skali klapy finansowej projektu niech świadczy to, że zrezygnowano nie tylko z nazwy "Scorpio" (budzącej zapewne niedobre skojarzenia), ale także z produkcji limuzyny klasy wyższej. Po dziś... dzień. I tak topowym modelem w ofercie pozostaje Mondeo z pakietem Individual. Warto tylko zaznaczyć, że praktyczność samochodu i jego prowadzenie była bez zarzutu. W zmodernizowanym wtedy Scorpio sprezentowano starą płytę podłogową i silniki, do których wszyscy zdążyli się przyzwyczaić (mimo że np. benzynowy 2.0 DOHC nadal jest silnikiem niemal doskonałym - wytrzymuje do 800 000 km). Auto jest bardzo dobrze wyciszone, nawet przy wyższych prędkościach zarówno kierowca, jak i pasażerowie nie będą narzekać na brak komfortu. Możemy także poszukać wersji Ghia ze skórzanymi fotelami, wtedy przestaną nas drażnić drewnopodobne okleiny nijak pasujące do reszty (czarno-plastikowej) tapicerki. Cała historia jest śmieszna, ośmiesza raczej tylko Forda, który sam jest sobie winny - mimo iż Scorpio to całkiem porządna limuzyna jak na tamte czasy. Dziś ceny sprzedaży na rynku wtórnym są śmieszne, a sam samochód ma status samochodu egzotycznego.
RENAULT THALIA (2001-2008) Ten samochód jest jak senny koszmar, który zawsze ma szanse wrócić, bo zobaczysz go na ulicy. Francuska motoryzacja jest przepełniona miłością do samochodu, wszystkie Citroeny i Peugeoty mają i zawsze będą miały ducha ekscentryzmu, francuskiego ducha i stylu życia. Thalia powinna wylądować na śmietniku wspólnie ze starym serem Camembert i sikaczem udającym prawdziwe, dobre wino Buzet. Renault tym modelem nie kierowało się miłością, a jedynie wypełnieniem luki w rynku - z naprawdę niezłego samochodu, jakim były wszystkie generacje Clio; stworzono prawdziwą szkaradę epatującą brakiem zachowania jakichkolwiek proporcji. Nigdy też nie było samochodem praktycznym - chwalono się 510 litrowym bagażnikiem ale co z tego, jeśli większość wersji nie miała nawet dzielonych siedzeń, a modele na niektóre rynki wyposażano w metalową grodź nieruchomą między oparciem siedzenia a bagażnikiem - jak tłumaczyli francuscy iluzjoniści Renault - dla poprawienia sztywności, może jakieś "Asy" wchodziły Thalią w zakręty przy wysokich prędkościach - nie wiadomo. 9 lat na rynku i aż 4 face liftingi to stanowczo za duża dawka, mogąca odbić się bokiem. Dzięki tak wielkiemu bagażnikowi, kolana ludzi siedzących z tyłu robiły za podparcie odcinka lędźwiowego dla siedzących z przodu. Nisko opadająca linni dachu, sprawiała że do tyłu i tak można było zapakować 2 psy i to też jakieś niewyszukane. Jedyne co ratowało ten samochód tak naprawdę to dobrze skalkulowana cena, poziom wyposażenia oraz genialny silnik 1,5 DCi - o mocy do 80 KM. 2 lata temu pożegnaliśmy Thalię, obecnie straszy druga, dużo lepsza odmiana bazująca na obecnym Clio. Nauka w las, nie poszła...
DAEWOO TICO (1991-2001) Mmmmmhhhhh... zastanawiałem się czy ten wózek z Biedronki można oceniać pod względem jakiejkolwiek urody. Jest chyba samochodem tak? Ma 4 koła, jest kierownica a pod maską mamy chomika w kółku. Daewoo Tico zaoferowano w Europie gdy był to już naprawdę mocno przestarzały samochód. I tak naprawdę niewiele go różniło stylistycznie od pierwowzorów czyli Suzuki Maruti/Alto. Tico było oferowane w Polsce od 1993 roku, ale prawdziwy "boom" na ten niewielki samochód rozpoczął się 1996 roku kiedy to Daewoo-FSO zajęło się jego dystrybucją a w późniejszym czasie produkcją. Tico było sprzedawane w wielu państwach świata w tym także w krajach Ameryki Łacińskiej, gdzie występowało pod nazwą Daewoo Fino. W 1998 roku wprowadzono na rynek model po liftingu - ciężko je odróżnić od poprzedniego. Jedyną zmianą było lakierowanie zderzaków i kilka nowych kolorów w palecie barw. Dużo dobrego należy powiedzieć o... chomiku?... nie! o silniku! 800 ccm o mocy 41 koni nieźle sobie radzi z tym żelazkiem. Silnik ma opinnie trwałego i oszczędnego. Jest to jeden z niewielu wózków sklepowych, któremu nie wrzucamy monet do podajnika - ma czasami radio i nadmuch jakiegoś powietrza. Bagażnik o poj 180 litrów ma o całe 10 litrów więcej niż ten z Fiata CC, więc gospodynie domowe będą zadowolone - 10 paczek cukru więcej. Lubię go, ale słyszałem opinnie że poruszanie się nim wywołuje śmiech i politowanie. Aaa... i podobno nie warto się o niego opierać na parkingu - blachy mają elastyczność (i grubość) sreberek znanych z opakowań czekolad, te co zawijał świstak : ]
AUSTIN/ROVER METRO VEL. 100 (1980-1998) Archaiczny Rover z serii 100 to tzw. supermini produkowany w latach 1990-1998, który był właściwie nową odsłoną wcześniejszego modelu Austin Metro. Występował jako trzy- i pięciodrzwiowy hatchback oraz dwudrzwiowy kabriolet. Pod względem technicznym był w zasadzie identyczny z Austinem Metro (od 1980 r.), dodano jedynie nowe silniki i kilka nowocześniej wyglądających elementów nadwozia. Przerobiono także wyposażenie wnętrza, montując większe i wygodniejsze fotele z przodu, nową tapicerkę drzwi oraz stosując lepsze jakościowo materiały wykończeniowe - tylko tyle i aż tyle, no ale Królowa się nim raczej nie woziła. Dla wielu ten Rover miał godnie zastąpić Mini Coopera - nie udało się. Sylwetka przypominała pod koniec lat 90-tych pierwszego Forda Fiestę z połowy lat 70-tych. Model w swojej ostatniej odsłonie uzyskał przytłaczająco złą ocenę Euro NCAP - dokładnie w 1998 roku – przyznano mu zaledwie jedną gwiazdkę. Pochodząca z końca lat 70. konstrukcja nie mogła dotrzymać kroku nowoczesnej konkurencji: podczas testów doszło do silnej deformacji kabiny pasażerskiej, a poduszka powietrzna wciskając się wraz z kierownicą do środka kabiny powodowała zderzenie głowy kierowcy z przednim słupkiem. Po opublikowaniu wyników crash testów sprzedaż Rovera 100 załamała się i producent wycofał go z rynku. Małe, brytyjskie autko - na duży plus - zadziorna wersja Gti.
SEAT MARABELLA (1986-1998) Świat ujrzał ten bajkowy twór w roku 1986, powiązania z Fiatem wtedy Seata były znaczne - dlatego wzięto Pandę 1-wszej generacji, produkowaną już przeszło 6 lat i podobijano jej z każdej ze stron po szerokiej listwie. Wyszło auto o nieciekawym wyglądzie, pozbawione urody o śmiesznej linni. Potworny samochód do jeżdżenia, kiepsko się prowadzący, głośny, ciasny, nieekonomiczny bez jakichkolwiek zalet. Silnik zapożyczono z Fiata 127 - miał 40 koni i pojemność 903 ccm - dźwięki jakie wydawał to było coś pomiędzy kobietą rodzącą słonia a kobietą przeżywającą szczytowanie. Skrzynia biegów miała 4 przełożenia, była niesynchronizowana i dostarczała tyleż emocji co szukanie kanału w telewizorze pilotem od DVD. Dziś na całe szczęście 90% populacji tych samochodów wyginęła - można spotkać od czasu do czasu ogłoszenia ludzi, gotowych pozbyć się ich za śmieszne kwoty - Darujmy sobie. W 1998 zakończono produkcję, a w ofercie pojawiła się Arosa bazująca na Lupo - nosząca miano prawdziwego samochodu segmentu A.
ALFA ROMEO ARNA (1983-1987) Największa pomyłka w historii Alfy Romeo to właśnie ten samochód - produkowany przez tą włoską instytucję w latach 1983-1987. To w prostej linni Następca udanego modelu Alfasud. Dostępny jako 3- lub 5-drzwiowy hatchback. Do napędu używano silników bokser o pojemnościach: 1,2 l, 1,3 l oraz 1,5 l. Moc przenoszona była na oś przednią poprzez 5-biegową manualną skrzynię biegów. Zgrozą już jest sam fakt co posłużyło za bazę do jego powstania - to nic innego jak naprawdę kiepski, marny i żałosny Nissan Chery. Samochód tak kiepski że dla dobra całej opinni o marce, trzeba by było o nim szybko zapomnieć. Samochód został zastąpiony przez model Alfa Romeo 33. Nie ma zbytniego sensu dużego rozpisywanie się o względach urody auta... nie ma co ukrywać, nie ma ich. Zapraszamy do wypowiedzenia się na forum dyskusyjnym Autor: Eliott Carver, foto: Internet
|
|
|||||
|
Copyright © 2006 Furious.pl - created by Projekty Graficzne |
Reklama: Alufelgi | pożyczka przez internet | xenon | Odzyskiwanie długów | ubezpieczenie samochodu | Ubezpieczenie OC | Kalkulator OC | kredyt dla firm |