|
|
|
|
|
Poniżej prezentujemy Państwu wywiad z zawodnikiem Intermarche Racing - Piotrem Nowackim, który w tym sezonie startuje w cyklu WSMP i DSMP za kierownicą VW Golfa VI TDI obsługiwanego przez VW Racing Polska. Mieszkaniec Trzebiatowa od tego roku zaczął na poważnie ścigać się w wyścigach. Jego debiut był jednocześnie istnym spełnieniem marzeń, ponieważ mało jest zawodników, którzy swoją przygodę z motorsportem rozpoczynają od tak wielkiej imprezy, jak Toyo Tires 24H of Dubai. Ba, Nowacki w tej imprezie uplasował się na podium w klasie. Co skłoniło Pana do rozpoczęcia swojej przygody ze sportem samochodowym? Czy to Pan był inicjatorem tego pomysłu, czy to synowie zaszczepili w Panu to wyścigowe hobby? Piotr Nowacki: - Wokół sportu samochodowego kręcę się niemalże od zawsze. Najpierw były rajdy, potem szkoliłem syna w kartingu, a teraz realizuję swoje marzenie, czyli starty w wyścigach płaskich. A że jest to realizacja marzenia razy trzy (Piotr jeździ razem z dwoma synami — przyp. aut), to po prostu szczyt marzeń. Chłopcy już od dziecka interesowali się samochodami i dla nich to też jest spełnienie najskrytszych pragnień.
Bardzo chcielibyśmy, aby to był nasz sposób na życie, ale z powodu bardzo wysokich kosztów nie wiem jak długo nam się to uda. Jest kryzys i zainteresowanie sponsorów trochę zmalało. Mam jednak nadzieję, że uda nam się „poskładać” budżet na kolejne lata i wyścigi będą dla nas nadal największą frajdą. W tym roku wszystko jest im podporządkowane. Czy obecnie w domu Państwa Nowackich rozmawia się już przede wszystkim o wyścigach? Chyba tak. Z synami potrafimy godzinami rozmawiać o ściganiu. Oglądamy wszelkie możliwe serie wyścigowe w telewizji. Na szczęście żonie to nie przeszkadza. Bardzo szanuje nasze hobby i nawet jeździ z nami na wyścigi. Dla nas to ważne i fajnie, że to się tak układa. Czy jest jakiś wewnętrzny wyścigowy pojedynek pomiędzy Panem a synami? Na treningach każdy chce wypaść jak najlepiej, ale na zawodach mocno sobie kibicujemy. Porównujemy się raczej do innych, niż do siebie. Chociaż kiedy analizujemy telemetrię, każdy z nas chciałby, aby to jego najlepsze okrążenie służyło do porównań i aby to on właśnie tłumaczył, co zrobił, aby tak szybko pojechać. Jakie stawia Pan cele przed sobą oraz zespołem Intermarche-Racing w tym sporcie?
Co daje Panu jazda w barwach VW Racing Polska i jak ocenia Pan atmosferę w tym zespole? Przede wszystkim to wielkie szczęście móc jeździć w tak profesjonalnym zespole. Zdarzają się oczywiście jakieś problemy, ale to jest bardzo skomplikowany sport i maszyny nie zawsze chcą się zachowywać tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Mieliśmy trochę problemów z samochodem, ale pamiętajmy o tym, że to absolutny prototyp. Na szczęście dzięki wytężonej pracy całego zespołu, chyba już udało nam się te problemy obejść. Atmosfera jest bardzo dobra. Tak naprawdę, w Polsce jest niewiele tak profesjonalnych zespołów i sam fakt możliwości zaistnienia w nim daje sporą satysfakcję. Jak wspomina Pan start w ostatniej edycji 24H of Dubai? To niezapomniane przeżycie. Spełnienie marzeń. Propozycję startu dostałem od Zbyszka Szwagierczaka (wielokrotnego Mistrza Polski — przyp. aut) w listopadzie ubiegłego roku i miałem dwa miesiące na przygotowania. Rozpocząłem intensywne ćwiczenia, dietę, poznawanie toru na symulatorze i to wszystko zaowocowało wspaniałym sukcesem. Jechałem VW Golfem rodziny Pachurów i tylko dzięki ich nadludzkiej determinacji i pracowitości udało nam się dojechać do mety, a nawet wywalczyć puchar w tym niezwykle prestiżowym wyścigu. Jeszcze raz im dziękuję za te wspaniałe chwile.
Jeśli chodzi o mnie, to myślę, że wyścigi 24-godzinne dawałyby mi najwięcej radości. Synowie chcieliby jeździć w jakimś pucharze. Być może pójdziemy w przyszłości w tym właśnie kierunku. Niemniej jednak każda chwila spędzona na torze daje tak duży zastrzyk adrenaliny i radości, że w zasadzie forma zawodów staje się obojętna. Jaki jest Pana wyścigowy samochód marzeń? To bardzo trudne pytanie. Lubię Lamborghini, Audi R8, albo oczywiście Porsche. Jednak co do marzeń to nie jest nim jakiś samochód wyścigowy, a start w 24-godzinnym wyścigu Le Mans. Nie boi się Pan o synów kiedy startują w wyścigu, a Pan patrzy na to z boku? Zawsze się boję, tak jak i inni ojcowie. Nie znam takiego, który by się nie bał na torze. Ale jestem też z drugiej strony spokojny, bo chłopcy naprawdę dobrze i mądrze jeżdżą. Czemu nie wybrał Pan rajdów? Chyba na rajdy jestem już za stary. Bliskość drzew i rowów mogłaby powodować włączanie się jakiegoś hamulca w głowie, a w takim przypadku starty nie miałyby żadnego sensu. Na torze mogę jechać najszybciej jak potrafię i poza ogromną radością nie mam żadnych innych odczuć. Jeśli pojawia się jakikolwiek strach, to tylko przed wyścigiem, ale kiedy już siedzę w samochodzie, to tylko hektolitry adrenaliny i „radocha” nie do opisania.
Ubolewam nad tym, że tak mało zawodników tutaj startuje. To bardzo drogi sport, a poza tym jest bardzo mało miejsc, gdzie można by było potrenować. Poza tym szkoda, że jest tak mało pucharów. Może uda się kiedyś reaktywować Puchar Golfa, albo jeszcze lepiej: stworzyć Puchar Scirocco. Jest chyba tylko jeden człowiek w Polsce, który mógłby się tym zająć, ale czy będzie chciał spróbować jeszcze raz? Ostatnio widzimy coraz więcej samochodów Porsche. Może zatem to jest ten najlepszy kierunek? Poza tym za mało jest w prasie informacji o odbywających się wyścigach i relacji z nich. Skąd mają się wziąć tłumy kibiców, jeśli nie informuje się ich dostatecznie o terminie zawodów. A to z kibiców właśnie biorą się przyszli zawodnicy. Czuje się Pan lepszym tenisistą czy kierowcą wyścigowym? W tenisa gram tylko dla poprawienia kondycji i dla towarzystwa. To forma spędzania wolnego czasu i nie jestem dobrym zawodnikiem, chociaż gram dość często. Ściganie natomiast to pasja, która mnie pochłonęła do końca. Gmina Trzebiatów — startuje Pan w jej barwach. Jak scharakteryzuje Pan tę nadmorską gminę? To bardzo piękna gmina, a miasto Trzebiatów jest naprawdę ładne i z każdym rokiem pięknieje. Zapraszam wszystkich do odwiedzenia naszych stron. Naprawdę warto. Zaledwie kilka kilometrów dzieli Trzebiatów z nadmorskim Mrzeżynem. Mrzeżyno to bardzo spokojna miejscowość. W takiej odpoczywa się najlepiej. Oczywiście dla spragnionych nocnego życia też jest wiele atrakcji, a na plaży nie ma przykrego ścisku. Są też wspaniałe miejsca do połowu ryb. Trzebiatów słynie z rzeki Regi, w której aż roi się od łososi. Zaś port w Mrzeżynie jest wspaniałą bazą wypadową na wyprawy na połów dorszy. Dziękuję za rozmowę. Rozmawiał: Tomasz Helman (TH MEDIA)
|
|
|||||
|
Copyright © 2006 Furious.pl - created by Projekty Graficzne |
Reklama: Alufelgi | pożyczka przez internet | xenon | Odzyskiwanie długów | ubezpieczenie samochodu | Ubezpieczenie OC | Kalkulator OC | kredyt dla firm |