|
|
|
|
|
Opel Calibra, który dzisiaj będziemy mieli okazję Wam przedstawić, przeszedł pokaźną listę zmian aby prezentować się tak jak obecnie i o czym warto wspomnieć - został zbudowany praktycznie od podstaw przez jego właścieciela. Więcej na temat projektu i jego powstania opowiedział nam Gralu. Twoje zainteresowanie samochodem Opel Calibra sięga kilku dobrych lat wstecz - opowiedz jak zaczęła fascynacja właśnie tym modelem Opla.. Zważywszy na to, że obecnie uważam się za pasjonata tego modelu samochodu, to aż wstyd się przyznać, że na początku mojej przygody z Calibrą, była ona dla mnie po prostu „samochodem pseudo-sportowym” za parę euro. Pierwszy kontakt z tym modelem Opla miałem jakieś 6 lat temu, kiedy to seryjna, czerwona, na trójramiennych felgach, „ośmiozaworówka” zrobiła szoł (czyt. palenie opon) na moich oczach. Teraz też jest rzadkością na naszych drogach głównie dlatego, że większość z nich została pocięta na części. Jako, że nie jestem fanem podremizowych zabaw, zamiast iskier w moich oczach wzbudziło to soczyste politowanie. Z biegiem czasu „w rodzinie” zagościła niebieska Calibra z pakietem stylistycznym Irmshera, prezentowała się o niebo lepiej, a co za tym idzie wzbudziła we mnie większe zainteresowanie i postanowiłem też sobie taką kupić. Bez emocji, po prostu coś innego niż maluch lub skoda, bardziej młodzieżowe. Tak trafiłem na forum Calibra-Team, gdzie spotkałem fantastycznych kolegów, z czego paru zostało moimi przyjaciółmi. Paradoksalnie, to nie sam samochód zaszczepił we mnie pasję, lecz wszystko to, co się wokół niego dzieje, w szczególności atmosfera, jaką tworzą jego właściciele. Tak się zaczęła przemiana „kawałka blachy” w samochód, który macie Państwo okazję oglądać.
Trudno tu mówić o jakimś zamierzonym projekcie. Jestem z zawodu marynarzem, a nie mechanikiem czy choćby blacharzem, a w momencie zakupu auta nie wiedziałem co to jest regulator biegu jałowego (kultowy silnik krokowy), nie wspominając o mimośrodzie za refluksem. Stan samochodu wymagał remontu, a że dysponuję dość dobrym zapleczem, postanowiłem go doprowadzić do używalności własnymi rękami. Na początku wszystko wskazywało, że zrobię ją na tzw. „german style”. W miarę upływu czasu i zaklimatyzowaniu się w społeczności właścicieli Calibry, przychodziły coraz to nowe pomysły na przeróbkę auta. Miałem kilku sprawdzonych doradców (m.in. Siggi i jego SexyMF opisywana na łamach Furious), dlatego też postanowiłem lekko zaszaleć. Całość zajęła mi oszałamiające 2 lata. Dlaczego tak długo? Na odpowiedź składają się 3 aspekty. Pierwszy z nich to mój pedantyczny charakter, który przejawiał się na każdym kroku. Wszystko musiało być wychuchane, sprawdzone kilka razy. Sam nie wiem, czy to zaleta, czy wada, w każdym razie wtedy mi to nie przeszkadzało. Drugą sprawą jest to, że cały projekt traktowałem jako zabawę i hobby, przy którym można się zrelaksować i miło spędzić czas, wbrew zasadzie „wszystko co dobre szybko się kończy”. W końcu trzeci argument to, jak ja to nazywam, „antyallegro”. Nie interesowały mnie żadne gotowce stylistyczne z allegro oraz żadne prace zlecone. Jak już wspomniałeś Karolu, wszystko jest zrobione wg. moich projektów, własnymi sposobami, z wykorzystaniem wiedzy nabytej podczas prac nad Calibrą. To musiało potrwać, ale teraz mam satysfakcję oraz doświadczenie w dziedzinach, w których na starcie byłem totalnym laikiem.
Nie inaczej. W momencie zakupu to był przysłowiowy „parch”. Może to wyda się śmieszne ale całą Calibrę kupiłem dla felg i opon na niej zamontowanych. Całość kosztowała mnie oszałamiające 150 euro, wiec możecie sobie wyobrazić, jak się prezentowała. Po przyjeździe do kraju została rozmontowana do najmniejszej śrubki i zaczęła się budowa samochodu „od podstaw”. Większość nadwozia została ocynkowana i zabezpieczona preparatami niedostępnymi w sklepach „Mango”. Po doprowadzeniu blach do perfekcji zaczęły powstawać szalone pomysły rodem z wielkomiejskiej ściany grafitti i ulicy sezamkowej… Jakie modyfikacje pojawiły się do tej pory w samochodzie pod kątem stylistycznym? Cały koncept stylistyczny był potrzebą chwili. Zależało mi na tym, żeby nie powielać stereotypów. Chciałem stworzyć coś co będzie wzbudzało kontrowersje, bez względu na to czy się podoba czy nie. Jednocześnie jestem osobą praktyczną, stad starałem się, aby każdy element stylistyczny samochodu był w możliwie jak najmniej uciążliwy dla kierowcy „tuningowca”, a jednocześnie współgrał z resztą pakietu i, co najważniejsze, był wysokiej jakości (jakość to moja dewiza). Przykładowo progi nie są przyklejane, jak w 99,9% przerabianych Calibr, po to żeby można było z łatwością ściągnąć błotnik. Głupia, czasochłonna pierdółka?? Może, ale taki już jestem… Zarówno zderzak przedni, jak i tylni są wykonane przeze mnie od podstaw (negatyw, forma itd.). Dla laika przedni zderzak praktycznie niczym nie różni się od oryginalnego z wersji Last Edition. Jednak diabeł tkwi w szczegółach. Proces usuwania listew, zastępując je przetłoczeniami pochłonął sporą ilość roboczogodzin i gotówki, tylko po to, aby całość ze sobą współgrała. Dokładka jest częścią od luksusowej limuzyny o roboczej nazwie Renault Thalia. Zderzak tylni był największym wyzwaniem.
Przyznać trzeba że pomysł na lakierowanie samochodu był zarówno odważny jak i bardzo oryginalny... Nie interesował mnie lakier kameleon, perła czy inny hamerrite. Długo szukałem natchnienia i w końcu, po namowie kolegi wybrałem… to coś, co Państwo widzicie. Sam nie wiem do końca co to jest, ale wtedy mi się podobało. Zaczęły się prace. Pierwszym etapem było przeskalowanie szablonu do wielkości auta. Potem mozolnie wycinałem kształty, po to aby kontury zachowały lustrzaną symetrię po obu stronach „bolidu”. Cena za malowanie nadwozia w profesjonalnym zakładzie lakierniczym kilkakrotnie przewyższała budżet biednego studenta, stąd zapadła decyzja, że Calibrę polakieruję sam. Kilka tygodni nauki malowania aerografem i do dzieła. Nie ustrzegłem się błędów pogarszających końcowy efekt (które teraz bym wyeliminował), ale satysfakcja wraz z bagażem wiedzy i doświadczeń pozostała. Kolejne zmiany dotknęły silnika oraz zmian pod kątem mechanicznym? Nie mylisz się Karolu. Ta działka modyfikacji jest chyba tym, co mnie najbardziej pasjonuje i wciąż się rozwija. Tutaj też postanowiłem odejść od obecnych trendów, czyli tzw. „swapów” lub najzwyczajniej uturbienia silnika. Z wrodzoną cierpliwością i uporem postanowiłem zbudować mocnego wolnossaka. Nie było by w tym nic oryginalnego, gdyby nie fakt, że części użyte w wzmacniania jednostki napędowej także postanowiłem zrobić we własnym zakresie. Zacznę od tego, że w momencie kupna silnik miał zerwany rozrząd, pogięte zawory, pękniętą głowicę itp. Wszystkie te defekty usunąłem poprzez remont generalny, jednocześnie poprawiając fabrykę tam, gdzie się dało.
Moc nie poraża w dzisiejszych czasach, ale dla bezpieczeństwa zaopatrzyłem Calibrę w zestaw przednich hamulców 4 tłoczkowych wraz z tarczami o średnicy blisko 350mm. Wszystkie modyfikacje silnika mają swój ciąg dalszy i mam nadzieję, że wkrótce będę mógł się pochwalić kolejnymi nowinkami „spod maski”. Wnętrze samochodu również nie pozostało bez zmian... Wnętrze samochodu uległo najmniejszym zmianom w stosunku do oryginału. Na pierwszy ogień poszła wymiana tapicerki na skórzaną, gdyż wsiadając do środka miałem wrażenie ze siadam na grzędzie w kurniku. Jako, że gustuję w ciemnych barwach, do koloru foteli dostosowałem podsufitkę, wykładzinę, słupki, daszki i inne elementy wnętrza. W miejsce seryjnej kierownicy przyszła zmodyfikowana firmy MOMO. Cały samochód został wygłuszony pianką kolumnową. Największym, aczkolwiek niedokończonym projektem wewnątrz auta, jest system multimedialny z jednostką centralną i monitorem LCD 15”.
Głównym, przyświecającym mi celem było połączenie wszystkich podsystemów elektronicznych auta w jedna współgrającą całość. Z jednostki centralnej możliwe jest sterowanie Audio/Video/TV, dynamicznym systemem zmian sygnałów sterujących silnika, obsługa gier oraz komunikacja WI-FI. Nie zaskoczę Was mówiąc, że żaden element nie jest gotowcem i zbudowany jest przeze mnie od podstaw. Niestety przez konieczność ciągłych modyfikacji przy sterowaniu silnika w okolicach schowka, system nie doczekał się jeszcze montażu w aucie.
Odpowiedź może być tylko jedna… oczywiście tak. Pod względem stylistycznym samochód już mi się trochę opatrzył. W miarę możliwości chciałbym go polakierować w czarną perłę z domieszką ziarna oraz wypolerować felgi. Po głowie chodzi mi wyrzucenie wszystkich dodatków stylistycznych, na rzecz zadbanego egzemplarza seryjnego. German style is back. We wnętrzu z czasem zamontuję wspomniany wyżej zestaw multimedialny i dobre nagłośnienie. Jednak największym wyzwaniem są dla mnie dalsze modyfikacje jednostki napędowej. Z czasem, hobbystyczne „dłubanie” przy silniku przerodziło się w pomysł na biznes, dlatego też postanowiłem podzielić się efektami mojej pracy z szerszym gronem maniaków motoryzacji. Tak powstała firma G’sG, której ofertę przeróbek mechanicznych już wkrótce będę mógł Państwu zaprezentować. Rozmawiał Karol Jaszewski
|
|
|||||||
|
Copyright © 2006 Furious.pl - created by Projekty Graficzne |
Reklama: Alufelgi | pożyczka przez internet | xenon | Odzyskiwanie długów | ubezpieczenie samochodu | Ubezpieczenie OC | Kalkulator OC | kredyt dla firm |