Muarah (Ford Mustang Sportsroof 1970)

Bohatera tego artykułu, mogliście spotkać podczas warszawskiej Gali Furious.pl, która odbyła sie w październiku tego roku. Jest nim prawdziwa legenda amerykańskiej motoryzacji - Ford Mustang Sportsroof z 1970 roku. Aktualne oblicze tego samochodu robi ogromne wrażenie, jednak by mogło się tak prezentować musiało przejść długą drogę mającą na celu obdudowe auta. O samochodzie rozmawiamy z jego właścicielem...

Cofnijmy się do roku 2005, w którym to stałeś się szczęśliwym posiadaczem prezentowanego Mustanga. Czy szukałeś tego konkretnego modelu Mustanga, czy miałeś w zamiarze kupno jakiegos ciekawego, sportowego klasyka?

Na początek cofnę się nieco bardziej w czasie, a mianowicie do lat 80tych, kiedy byłem jeszcze dzieckiem i pierwszy raz obejrzałem film z serii, z agentem Jej Królewskej Mości, 007 Jamesem Bondem pod tytułem „Diamonds Are Forever”. To tam zobaczyłem pierwszego Mustanga, był to czerwony Mach 1 z 1971 roku. Wyglądał trochę jak pojazd kosmiczny i tak pięknie bulgotał… Od razu wpadł mi w oko, ucho, paskudnie zainfekował większość moich organów. Strasznie na mnie działał jego futurystyczny kształt, jego linia tak samo niezwykła wtedy i dzisiaj. Nie rozumiałem, po co powstał taki samochód, nie bardzo wtedy wiedziałem o co chodzi a jednak jakaś chemia od razu się pojawiła między nami. Pamiętam też oczywiście Bullita, ten film też dołożył do pieca. Oczywiście też chciałem być jak Steve McQueen, pragnąłem ścigać złoczyńców tą jego dziką, zieloną maszyną. Później wiele się działo innych rzeczy w moim życiu, trochę wypadłem z tej bajki, zapomniałem o mojej motoryzacyjnej orientacji.

Z tego letargu obudził mnie dopiero trochę przegapiony przez znawców gatunku film „Vanilla Sky” z 2001r z Tomem Cruisem i jego drugoplanowy bohater: fantastycznie surowy, czarny Mustang Fastback z 67 roku. W międzyczasie był jeszcze kultowy dla niektórych film „Gone In 60 seconds”. Może się narażę wielu osobom, ale mówiąc szczerze, gwiazda tego filmu, czyli Eleonor – nowomodna wariacja na temat Mustanga Shelby z 1967 roku, budziła we mnie mieszane uczucia. Może dlatego, że zawsze wolałem oryginał kopii.

Tak więc, po tym jak na początku nowego wieku obudziłem w sobie dziecko, nagle coraz częściej zacząłem zaglądać na strony z klasycznymi Mustangami. Oglądałem wszystko, co było do kupienia za oceanem, na Ebay’u i innych samochodowych aukcjach. Model, na który początkowo polowałem to rocznik 1969, Mach 1 z silnikiem 351 - ten podobał mi się najbardziej i musiałem go mieć! Ostatecznie trafiłem jak widać na inny model ale bardzo blisko, rocznik 1970 Sportsroof, to ten sam typ i charakter. Właściwie to ten sam samochód, jest w mojej ulubionej wersji nadwozia, wyszedł z fabryki z pakietem sportowym. Dostał nawet opcjonalny spojler a to była absolutna nowość w tamtych czasach. Naturalnie ma jednie słuszny motor V8 o pojemności 351ci/5,8L, rzadką za oceanem manualną skrzynię biegów i oczywiście charakter!

Zawsze kochałem kino i fascynowały mnie ciekawe samochody w filmach akcji, a wśród nich Ford Mustang był gwiazdą najjaśniejszą. Musiałem go mieć!

Kiedy po raz pierwszy miałeś okazję zobaczyć na żywo ten samochód, był on w dosyć „opłakanym” stanie, jednak mimo to zdecydowałeś się na jego zakup...

Jakoś tak przypadkiem trafiłem na ofertę u nas w kraju. Ktoś w Krakowie sprzedawał białego Mustanga 1970 w sportowej wersji Sportsroof, z godnym motorem 351 Cleveland i manualna skrzynią biegów.. Pomyślałem, że to jest to! Po pierwszych oględzinach okazało się, że to właściwie było to, a teraz jest to raczej pilnie potrzebujący pomocy, sponiewierany i zaniedbany staruszek. Z zewnątrz wyglądał co prawda całkiem nieźle, wystarczyło jednak pochylić głowę i obejrzeć na podwozie, żeby pozbyć się złudzeń – to był tzw. „Project car” w pełnym znaczeniu tego słowa.

I tak oto zaczęła się historia, dzięki której auto zostało doprowadzone do aktualnego stanu...

Prace zajęły około 3 lat, od początku 2006 roku, niemal do końca 2008r. Objęły właściwie wszystko, karoserię, podwozie, silnik, skrzynię biegów i cały układ napędowy, całe wnętrze itd. Wymieniłem niemal wszystkie panele nadwozia i prawie wszystkie szyby, zmieniłem też kolor lakieru i wzór malowania, żeby idealnie oddawał oryginalną stylistykę tych samochodów. Przeprowadziłem generalny remont silnika, plus kilka modyfikacji w kierunku lepszych osiągów.

Poza pracami mających na celu odrestaurowanie samochodu, pokusiłeś się również o kilka własnych poprawek...

Poza silnikiem, o którym już wspomniałem zrobiłem jeszcze kilka drobnych modyfikacji mechanicznych, ale naprawdę nie był to nic spektakularnego. W miejsce niedomagającej 3-biegowej skrzyni manualnej zamontowałem nieco nowszą 5-biegową skrzynię, montowaną seryjnie w Mustangach od 79 roku, zmieniłem przełożenie w tylnym moście na bardziej sportowe oraz zamontowałem mechanizm różnicowy o ograniczonym poślizgu. Chciałem, żeby tył ładnie pląsał przy śmiałym traktowaniu ogiera prawą stopą. Wymieniłem tylne bębnowe hamulce na tarcze i wzmocniłem seryjne tarcze na przedniej osi. Przyjąłem umiarkowane podejście do tuningu, tzn. starałem się poprawić to, co było wyjątkowo nieudane w oryginale, ale pozostawiłem wszystkie charakterystyczne elementy starego, dobrego Mustanga. To wciąż jest raczej bolid jaskiniowców niż nowoczesny samochód, ma wielki, dziki motor, sztywny most i archaiczne, nieprzewidywalne zawieszenie.

Miałem okazję sprawdzić go na torze, okazało się, że jest bardzo mocny, porywczy i niezwykle trudny do opanowania... jak widać wszystko jest w najlepszym porządku ;)

Samochód miał okazję pojawić się w ramach II Gali Furious.pl, która odbywała się w ramach targów MTM Moto Show w Warszawie. Jakie wrażenia po tej imprezie?

To właściwie był trochę przypadek, zbieg okoliczności, ale muszę przyznać, że szczęśliwy. Na imprezie nie działo się może zbyt wiele rzeczy, które tygryski lubią najbardziej, nie dało się ujeżdżać zgromadzonych licznie maszyn, nie było miejsca na smażenie laczków czy kręcenie bączków. Można było spacerować, oglądać, wypić kawę i uciąć pogawędkę z właścicielem innego zwariowanego samochodu. Ale była fajna atmosfera i muszę przyznać, że w przeciwieństwie do imprez typowo torowych, podczas których czasem niemal słychać skrzypienie napiętych pośladków, na MTM Moto Show był pełny luz – motoryzacyjna sielanka;) Doskonale się zrelaksowałem, wypocząłem i w tej miłej atmosferze poznałem też wielu ciekawych i niemal normalnych ludzi. Okazało się, że nawet ludzie spod znaku Furious mogą być na luzie, zatem jak dla mnie impreza całkiem udana!

Rozmawiał Karol Jaszewski

 

Loading ...

Copyright © 2006 Furious.pl - created by Projekty Graficzne

Kontakt & Reklama

Reklama: Alufelgi | pożyczka przez internet | xenon | Odzyskiwanie długów  | ubezpieczenie samochodu  |  Ubezpieczenie OC | Kalkulator OC | kredyt dla firm